| Wyścig po wiatr - Chateau-d'Oex 2007 |
|
Mroźny styczniowy poranek - słonce zaczyna wychylać się ponad ośnieżone szczyty górskie. W Chateau-d'Oex od samego rana trwa gorączkowa bieganina. Tegoroczny międzynarodowy festiwal balonów rozpoczął się 19 stycznia. Do te| mate| zatopionej w górskich szczytach wioski zjechało ponad 100 baloniarzy z ponad 20 krajów. Polskę reprezentuje tylko załoga British American Tobacco i pilot Oliwia Jasielska. Na porannej odprawie piloci otrzymują informacje na temat warunków pogodowych niezbędnych do wykonania bezpiecznego lotu, a potem idziemy na pole startu, skąd po raz pierwszy wyruszymy w podniebną przygodę. Załogi zaczynają rozkładać na śniegu kolorowe powłoki, które są wykonane z bardzo wytrzymałych i niepalnych tkanin. Zaczyna się wdmuchiwanie do ich środka zimnego powietrza poprzez specjalne wentylatory. Gdy powłoka zaczyna się napełniać", pilot podgrzewa powietrze płomieniem z palników i balony powoli podnoszą się ze śniegu. Z każdą chwilą zaczyna ich przybywać - wyglądają jak ogromne kolorowe piłki. NA NIEBIE I... Wdrapujemy się do wiklinowego kosza, miejsca nie jest zbyt wiele - w rogach cztery duże butle z gazem, przyrządy do nawigacji, a nad głowami palnik do podgrzewania powietrza w balonie. Pilot przyciska dźwignię i nad głowami bucha czerwony płomień. Balon jest juz gotowy do startu, jednak każdy musi czekać na swoją kolej, bowiem w takim tłoku łatwo uszkodzić powłokę swoją i sąsiada. Na znak sędziego pilot puszcza cieple powietrze i zaczynamy się unosić. Jest to doić dziwne uczucie - jakby to nie balon się wznosił, lecz ziemia oddalała - no i lecimy... Pod nami dachy miasteczka, kościółek na wzgórzu, festiwalowe namioty. W powietrzu zaczyna robić się niezwykle kolorowo - balony wyglądają jak rój kolorowych owadów. Jedne lecą wyżej, inne niżej tuż nad dachami domów wszystkie szukają tego samego porannego wiatru, który ma je doprowadzić do wyznaczonego gdzieś w dolinie celu. Raz unosimy się w górę, a po chwili opadamy w poszukiwaniu najlepszego wiatru. Na wysokości 2000 metrów czarne mysi uciekają dość szybko, przysłaniają je roztaczające się przed nami przepiękne widoki. Wokół nas coraz więcej balonów przeróżnych kształtów - żółwie, konie, zamki, telefony komórkowe, puchary... Powoli zaczynamy rozglądać się za miejscem do lądowania. Obniżamy pułap lotu i przyjmujemy specjalną pozycję do lądowania. Czujemy lekkie uderzenie kosza o podłoże i... już po locie. ...NA LĄDZIE I tak każdego dnia dwóch śmiałków wyruszało w ten niezwykły podniebny rejs. Ci, którym w danym dniu nie było to pisane, mogli do woli korzystać z okolicznych wyciągów, a było ich .tylko" 40 - wspaniale przygotowane trasy i dostatek śniegu. Wieczorami resztę wolnego czasu spędzaliśmy na basenie, w saunie lub jacuzzi, gdzie żywiołowo dzieliliśmy się wrażeniami. Dzień kończyliśmy w pobliskich restauracjach, gdzie próbowaliśmy tutejszej specjałów - nie wszystkie jednak dorównują tradycyjnej, polskiej kuchni. I tak oto w miły i pełen wrażeń sposób nasza wyprawa dobiegła końca - mnóstwo zdjęć i filmów, które zrobiliśmy na pewno bardzo długo będą nam przypominały niezapomniane wrażenia, którymi dzielimy się z Wami, drodzy BAT-mani.
Od lewej górny rząd: Witek Zimończyk, Dariusz Ibek, pilot balonu - Wojtek, pilot - Oliwia Jasielska, obsługa balonu - Ania i Krzysztof, organizator - Bernard Banaszuk, Jan Maksymczuk. a dole: Jacek Wiszniewski, Eugeniusz Karpowicz, Piotr Rychłowski, Marcin Czajkowski, Wiesław Hajdus. ierwszy plan: mój syn Bartosz Ibek. Dariusz Ibek i Zespół |